Zacznijmy od rozbrojenia mitu, bo Kama zrobiła to w pierwszych minutach rozmowy. Kiedy słyszysz „wystąpienie publiczne", myślisz: scena, konferencja, prelekcja, mikrofon. I owszem - ale to ułamek. Wystąpieniem publicznym jest każda sytuacja, w której się odzywasz i masz cel. Spotkanie sprzedażowe. Raportowanie wyników szefowi. Pójście po podwyżkę. Przedstawienie się na randce. Mowa na weselu. Skoro każda wypowiedź powinna mieć jakiś cel - to wszystkie są „publicznym wystąpieniem".
I właśnie dlatego jej świeżo wydana książka nie jest dla mówców i prelegentów. Jest dla każdego, kto chce osiągać cele tym, co mówi. Ciekawostka z kuchni: pomysł nie był jej - przyszedł od wydawcy. Materiał zbierała latami, samo pisanie poszło ekspresowo („jak się ma ADHD i deadline"). Reszta to zasługa redakcji, która jej „strumień świadomości" poukładała w coś czytelnego.
To nie talent. To mięśnie
Najważniejsze zdanie dla każdego, kto się wykręca słowami „ja nie mam gadane": public speaking to nie talent, tylko umiejętność. To działa jak mięśnie na siłowni - nie ćwiczysz, są flaki; ćwiczysz, robisz się coraz lepszy.
Największy hamulec u większości osób, które do Kamy przychodzą, to nie brak zdolności, tylko stres. „Będę oceniany. Czy to, co mam do powiedzenia, jest w ogóle wartościowe?" To są przekonania w głowie, nie fakty. Kiedy zaczniesz mówić, nadasz wypowiedzi strukturę, ogarniesz storytelling i będziesz to robić częściej - absolutnie każdy jest w stanie być dobrym, ciekawym mówcą.
Storytelling w czasach AI: wart 10x więcej, nie mniej
To było najmocniejsze przekonanie całej rozmowy. Intuicja podpowiada, że skoro AI zaleje nas treścią, to umiejętność opowiadania staje się mniej istotna. Kama twierdzi odwrotnie - i robi to z premedytacją: im więcej generycznych treści, tym bardziej komunikacja na koniec dnia zależy od ludzi.
AI przez najbliższe lata nie zastąpi rozmowy twarzą w twarz. Co więcej, raporty i konferencje biją na alarm: jesteśmy zmęczeni i przebodźcowani sztuczną komunikacją, a marki, które idą mocno „w AI", zaczynają na tym tracić - bo to przestaje być ludzkie. Storytelling istnieje, odkąd pierwszy człowiek wyszedł z jaskini i odezwał się do drugiego. Zmieniają się detale (długość, sposób łapania uwagi), ale sama umiejętność zostaje.
I uwaga na często mylone pojęcia: storytelling to nie zmyślanie. Jak będziesz nieautentyczny i na siłę dorabiał historyjki, to nie usiądzie. Chodzi o ciekawe i prawdziwe opowiedzenie tego, skąd wziął się twój produkt, jaka idea ci przyświeca, jacy ludzie są wokół. Według badań, które Kama przytacza, zapamiętujemy opowieść nawet 22 razy mocniej niż suche fakty. W epoce zalewu danych wyróżnienie się jest bezcenne.
To nie znaczy „wywal Excela". Dane i storytelling mają iść w parze: opowieść jako baza komunikacji, ale na koniec dnia wsadzona w tabelkę i zmierzona - co działa, co nie. Biznes trzeba dowozić.
A czy AI napisze ci tę historię? Kama jest sceptyczna. Sama pracuje na własnych „dżemach" nakarmionych latami materiałów, ale ułożenia narracji nigdy AI nie powierza - bo wychodzą słabe. Na szkoleniach od razu wie, kto wrzucił tekst do czata: pompatyczna składnia, ludzie tak na co dzień nie mówią. Może kiedyś. Na teraz - opowiadanie zostaw ludziom.
Jeden flip w głowie, który zmienia wszystko
Jeśli masz zapamiętać z tego wpisu jedną rzecz, to tę. Przygotowując jakąkolwiek wypowiedź, pierwsze pytanie nie brzmi „co ja chcę powiedzieć", tylko „co oni chcą ode mnie usłyszeć".
Najpierw wchodzisz w buty odbiorcy: co jest dla niego ważne, czego potrzebuje, jakie ma problemy - klasyczna marketingowa robota na personach. Dopiero potem układasz historię, nie na odwrót. Bo nawet najprzyjemniejsza dla ciebie opowieść jest bezużyteczna, jeśli nic nie wnosi w życie słuchacza. Gdy nie znasz grupy (a zwykle da się ją wygooglać albo dopytać organizatora), tworzysz profil idealnego słuchacza pod swój cel i mówisz do niego.
A jeśli odbiorcą będzie agent AI?
Tu rozmowa zeszła w ciekawe rejony. W sieci już przekroczyliśmy pewną granicę - ruchu agentowego jest więcej niż ludzkiego. Coraz częściej agent będzie rozmawiał z agentem, a klasyczna komunikacja e-commerce musi być projektowana i pod ludzi, i pod AI (stąd cała nowa działka optymalizacji pod wyszukiwania i „AI overviews"). Ale autentyczna rozmowa człowieka z człowiekiem zostaje nasza. Tego agenci za nas nie zrobią - „dzięki Bogu, bo inaczej moglibyśmy się pochować pod kamienie".
Każde pokolenie słucha inaczej
Wszystko znów wraca do analizy: do kogo mówisz. Storytelling dla baby boomersów wygląda inaczej niż dla milenialsów czy zetek - inne zabiegi, inny rejestr. Kama opowiedziała, jak na mentoringu mówiła o utrzymywaniu uwagi, a studentki rzuciły „to jak Subway Surfer Method" - i musiała dociekać, o co chodzi (wyjaśniły jej rolką na Instagramie, zakładając, że TikToka pewnie nie ogląda). W drugą stronę: jej luźny, „śmieszkujący" styl bywa trudny do przetrawienia dla pokolenia 55+, które oczekuje bardziej profesjonalnego języka. Komunikacja to nie tylko mówienie - to dziesiątki elementów do dopięcia.
Przy okazji padła teza, pod którą można się podpisać: komunikacji powinno się uczyć już w szkole albo na studiach. Nie wyleczy to raka, ale dałoby ludziom sporo - szczególnie najmłodszym pokoleniam, które kawał dorastania spędziły online i z komunikacją międzyludzką realnie się męczą.
Online vs offline i „głęboka woda"
Eventy online są trudniejsze - nie ma wymiany energii, nie widzisz, co usiadło, brak tego networkingu i kuluarów, które są właściwym sensem konferencji. Za to mniejszy stres (mówisz „do siebie i do swoich kwiatków") i dostęp do notatek, których nikt nie widzi.
Dlatego rada dla każdego, kto chce szybko podszlifować prezentowanie: od razu na głęboką wodę, czyli offline. Scena bezlitośnie weryfikuje pracę ze stresem i daje dużo szybsze efekty. Stresu i tak nie wyzerujesz - to mrzonka - ale właśnie o to chodzi, żeby się z nim nauczyć pracować.
I komunikat dla wszystkich, którym w głowie siedzi „co ja w sumie mogę powiedzieć": to poczucie blokuje ludzi, zanim w ogóle wyślą zgłoszenie na konferencję. A bardzo często mają do powiedzenia mnóstwo.
Feedback na koniec: prelekcja to edutainment
Pytanie z gatunku praktycznych: co powiedzieć ekspertowi, który ma świetną wiedzę, ale forma kompletnie nie trafia? Kama puentuje to tak: wystąpienie to edukacja + rozrywka. Gdyby chodziło tylko o wiedzę, słuchacz przeczytałby książkę albo wziął twoją checklistę. Przychodzi na żywo, bo chce ją dostać i dobrze spędzić czas. Twoim zadaniem jest zadbać o oba. Storytelling niczego nie spłaszcza i nie zmienia merytoryki - po prostu nakłada na nią format, dzięki któremu słucha się przyjemniej.
A poza gadaniem? Kama prowadzi fundację Speakuperki (programy z umiejętności miękkich dla studentek - od autoprezentacji po walkę z syndromem oszustki; druga edycja właśnie się kończy) oraz wyjazdy integracyjne dla jednoosobowych działalności - bo solo przedsiębiorca też zasługuje na coś więcej niż wigilijny toast z lustrem. Pomysł na te wyjazdy wrzuciła w Prima Aprilis. Zażarł.
To była luźna rozmowa w ramach #rozmowybezkija - spotykamy się online z ekspertem i gadamy bez spiny o jednym temacie (tym razem temat rozjechał się na pięć, bo oboje mówią szybko i dużo).







