Przejdź do treści

Ładowanie...

Przedsiębiorcze Trójmiasto
  • Wydarzenia
  • O nas
  • Blog
Dla członkówWpadnij na Kawę

Ładowanie...

Dostawaj newsy

Gadamy szczerze o biznesie. Bądź na bieżąco z paczką!

O nas

  • Nasza misja
  • Zespół
  • Historia

Wydarzenia

  • Wszystkie wydarzenia
  • Spotkania
  • Warsztaty
  • Konferencje

Społeczność

  • Blog
  • Eksperci
  • Historie sukcesu
  • Dołącz do paczki
  • Sponsorzy
  • Kontakt

Kontakt

  • Formularz kontaktowy
  • Współpraca
  • Media

Nasza paczka

Paczka przedsiębiorców z Trójmiasta

© 2026 Przedsiębiorcze Trójmiasto. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Polityka prywatnościWarunki użytkowania
Wpadnij na Kawę
  1. Strona główna
  2. Blog
  3. Sektor obronny to nie pancerne drzwi. Przewodnik dla firm, które myślą o wejściu

Sektor obronny to nie pancerne drzwi. Przewodnik dla firm, które myślą o wejściu

Marta Nowicka
21.07.2026
Sektor obronny to nie pancerne drzwi. Przewodnik dla firm, które myślą o wejściu

Wyobrażenie o branży zbrojeniowej mamy mniej więcej z amerykańskich filmów: pancerne drzwi, za nimi przedsionek, za nim kolejne pancerne drzwi i winda w głąb tajnego kompleksu. Mateusz rozbraja ten obraz w jednym zdaniu - ten biznes można prowadzić nawet w fartuchu. Bo poza najwyższym poziomem (satelity, optoelektronika, amunicja, czołgi) jest też zupełnie przyziemna prawda: do jednostki trzeba dostarczyć bułki, kiełbasę i wyżywienie. Stacjonująca armia - polska czy amerykańska - musi coś jeść, w czymś chodzić i gdzieś prać mundury.

To jest właściwy punkt startowy do tej rozmowy: sektor obronny nie jest jednym szczelnym sejfem. To warstwy. A pytanie nie brzmi „czy mnie tu wpuszczą", tylko „na którym poziomie jest miejsce dla tego, co już robię".

Kim jest Mateusz i po co dwie firmy

Prowadzi dwie spółki. Turrim to konsulting i doradztwo od A do Z dla firm, które chcą wejść w przemysł zbrojeniowy - od ułożenia pomysłu na obecność na tym rynku po prowadzenie krok po kroku. Pro-Resilience powstała, bo część firm mówiła wprost: pełna ścieżka certyfikacyjno-wdrożeniowa jest dla nas za duża i za długa. Chciały dotknąć rynku, ale myślały też o dywersyfikacji - np. w stronę infrastruktury krytycznej, która też jest regulowana, ale koncepcyjnie łatwiejsza do uchwycenia. Stąd ekosystem wokół szerokiego hasła „odporność": bezpieczeństwo, obronność, infrastruktura krytyczna i technologie podwójnego zastosowania.

Czy da się tu działać „bez kija"?

Zależy od poziomu ambicji i od tego, z kim budujesz relacje. Jeśli celujesz w bycie dostawcą rozwiązania (np. IT) gdzieś dalej od głównego kontraktora - można luźniej. Jest pewien uniwersalny dress code (czyste dżinsy, koszula, marynarka raczej mile widziane), a gdy rozmowy wchodzą na poziom wojskowy, gdzie druga strona przychodzi w mundurze - oczekiwanie jest pod krawatem. Ale na poziomie dostawcy usługi czy komponentu do drugiego–trzeciego tieru? Spokojnie da się to robić relacyjnie, „na luzaku". Paradoksalnie wielu ludzi, którzy spędzili 30 lat w mundurze, po wyjściu prowadzi biznes właśnie tak.

Co się zmieniło: drony i prąd

Z obserwacji Mateusza najmocniej wybrzmiewa dziś domena powietrzna - drony i wszystko, co pozwala mieć przegląd pola walki przy minimalnym angażowaniu człowieka. Ale obok tego ogromnie urosło zainteresowanie infrastrukturą krytyczną i odpornością państwa.

Logika jest brutalnie prosta i widać ją po Ukrainie: możesz mieć najlepszy sprzęt do odstraszania, ale bez prądu połowa założeń przestaje działać. Żołnierzowi walczy się inaczej, gdy wie, że jego rodzina jest bezpieczna, ma co włożyć do garnka, ma światło i ciepło. Prąd, leki, woda, ciepło - kiedy to jest zaopiekowane, łatwiej utrzymać morale. Dlatego „odporność" przestała być abstrakcją.

Prawdziwa bariera: nie tajność, tylko czas i procedura

Tu pada najmocniejsza diagnoza rozmowy. Mateusz porównuje małe, zwinne firmy do startupów technologicznych i podaje twarde punkty odniesienia: według niego USA wprowadziły uproszczoną ścieżkę kontraktowania w 2018 roku, Wielka Brytania w 2021, a Polska wciąż na nią czeka.

Efekt? Wczesną technologię w tych krajach kontraktuje się i wdraża w 3–12 miesięcy. W Polsce - w 12-36. Czyli proceduralnie jesteśmy średnio około cztery razy wolniejsi. Dla małej, innowacyjnej firmy to nie jest abstrakcja: oznacza, że trzeba finansować organizację nawet półtora roku dłużej, zanim pojawi się pierwszy przychód. A Polska nie jest najlepiej dofinansowanym pod kątem startupów rejonem. Dlatego - jak mówi - polscy innowatorzy nierzadko szybciej kontraktują do Stanów niż zdążą się spotkać z MON-em u siebie.

I co ważne: to nie są referencje z „dzikiej ziemi", tylko z krajów w tych samych strukturach NATO. Skoro oni potrafili to zderegulować, my - dla których wojna w Ukrainie to realna, a nie odległa sprawa - tym bardziej powinniśmy.

Koncesja, śruby i sztuka over-speców

Najczęstsza odpowiedź na pytanie „czy mój produkt wpada w reżim koncesyjny" brzmi: to zależy. Standardowa śruba ze sklepu budowlanego jest cywilna. Ale komponent, który w 95% jest cywilny, a po dołożeniu np. uchwytu na broń staje się militarny - to już inny temat. Bywa, że rozwiązanie jest w 99% cywilne, i dopiero ten 1% „przybija pieczątkę militarną".

Tu Mateusz uczciwie pokazuje też ciemniejszą stronę: czasem wymagania zamawiającego są transferowane w dół na podwykonawców, nawet gdy nie mają sensu (jak ujął - „opona jest oponą"). Zdarza się, że ktoś w przetargu wpisuje koncesję, która nie jest potrzebna, „bo tak bezpieczniej". Robienie dupochronów nie jest specjalnością wyłącznie tej branży. Wniosek praktyczny: warto być na etapie dialogu technicznego, żeby przetarg był pisany pod realne wymaganie, a nie „na górkę". I warto mieć przewodnika, który ten rynek zna od środka.

Co do strachu przed klauzulami: większość firm w ogóle nie będzie potrzebowała dostępu do informacji niejawnych. To dość precyzyjnie opisane rzeczy. Często wystarczy poświadczenie bezpieczeństwa osobowego, a poważniejsze poziomy (klucze szyfrujące, integracja z systemami łączności) dotyczą zupełnie innej ligi.

Jak realnie wejść - to rynek relacyjny jak każdy inny

Pierwszy konkret: pojedź i zobacz. Mateusz poleca targi i kongresy - np. MSPO w Kielcach na początku września czy jesienną edycję Kongresu Bezpieczeństwo Polski (Total Security). Popatrz okiem inżyniera, co tam stoi, i zastanów się, czy potrafisz wyprodukować do tego komponent. Producent plastiku? Korpusy do dronów. Producent opakowań? Boksy do ich pakowania. Firma usługowa? Każdy z tych podmiotów potrzebuje sprzętu, prądu, rekrutacji, obsługi prawnej.

Drugi konkret: relacje. Brzmi jak „zamknięte kółeczko", ale Mateusz pyta wprost - a który biznes działa inaczej? Wprowadzenie przez kolegę otwiera rozmowę bardziej niż zimne wejście. Sam jest beneficjentem „transferu relacji" od wspólnika (30+ lat w branży) plus ogromu pracy. Bez takiego transferu da się to zbudować - konferencje, panele, artykuł w portalu branżowym typu Defence24 - tyle że „żeby gęba się opatrzyła", trzeba zwykle dwóch–trzech lat.

Świetna analogia: wejście na rynek obronny jest jak wejście na rynek arabski czy japoński. Ktoś musi ci wytłumaczyć kody kulturowe i język - żebyś przy marynarce wojennej nie powiedział „łódź podwodna" (dla nich łódź podwodna to taka, która zatonęła; poprawnie: okręt podwodny).

Duzi mają łatwiej, ale małych da się „zmitygować"

Kontrakty bywają na 20-30 lat ciągnięcia długu technologicznego - dlatego firma pokoleniowa, która historycznie nie padła, jest dla zamawiającego bezpieczna. Ale młoda firma jako dostawca komponentu to ryzyko możliwe do zmitygowania: można ją zastąpić, odtworzyć jej zdolności albo po prostu kupić i wcielić. A jeśli usługa jest bardzo specyficzna - liczą się referencje.

Reality check: kasa nie leży na ziemi

Na koniec uczciwie. Firmy, które najmocniej się od Turim odbijały, to te, które potrzebowały gotówki „na wczoraj". Ten rynek nie działa w pół roku - realnie potrzeba zwykle 12-18 miesięcy, żeby z czymś wejść. Wejście kosztuje - liczone w setkach tysięcy, a przy produkcji nawet w milionach na przestrzeni dwóch-trzech lat. Pierwszy kontrakt często to zwraca, ale trzeba do niego dojechać. Jak podsumował: nie można się z dziewczyną całować przez szybę - albo bierzesz temat poważnie, albo wcale.

To była rozmowa o branży, którą opinia publiczna uważa za szczelnie zamkniętą - a okazuje się, że zaskakująco wiele firm ma jakąś opcję wejścia, jeśli ma budżet, czas i strategię. Mateusza znajdziecie pod tą rozmową: po operacyjne poprowadzenie za rękę odsyła do Turim, po budowanie relacji w obszarze obronności i infrastruktury krytycznej - do ekosystemu Pro-Resilience.


Gadamy o tym na każdej Kawie. Wpadnij za darmo — zero zobowiązań.

Wpadnij na Kawę →

Pełne nagranie

Ten wpis to skrót — pełną rozmowę obejrzysz na naszym kanale YouTube.

Subskrybuj kanał
Kategorie:
Inne
Marta Nowicka

Marta Nowicka

Dobry duszek :) • Przedsiębiorcze Trójmiasto

Zobacz profil ekspertaProfil członka

Poprzedni

Poszła udowodnić, że coaching to bullshit. Wyszła z tego coachem.

Następny

Księgowy, który biega podwójne Ironmany. I co to ma wspólnego z twoją firmą

Chcesz więcej takich rozmów?

Dołącz do paczki przedsiębiorców z Trójmiasta. Bez bullshitu, bez sztywności.

Dołącz do PACZKI

Spis treści

  • Kim jest Mateusz i po co dwie firmy
  • Czy da się tu działać „bez kija"?
  • Co się zmieniło: drony i prąd
  • Prawdziwa bariera: nie tajność, tylko czas i procedura
  • Koncesja, śruby i sztuka over-speców
  • Jak realnie wejść - to rynek relacyjny jak każdy inny
  • Duzi mają łatwiej, ale małych da się „zmitygować"
  • Reality check: kasa nie leży na ziemi

Powiązane artykuły

„Za pół roku przestanę" — najdroższe zdanie w finansach przedsiębiorcy

„Za pół roku przestanę" — najdroższe zdanie w finansach przedsiębiorcy

08.09.2026
Ratujesz czy szkodzisz? Pierwsza pomoc po nowemu

Ratujesz czy szkodzisz? Pierwsza pomoc po nowemu

21.08.2026
Strategia to nie 400 stron. To jedna kartka i partia szachów

Strategia to nie 400 stron. To jedna kartka i partia szachów

19.08.2026
Wystąpienie publiczne to nie scena. To każda rozmowa, w której czegoś chcesz

Wystąpienie publiczne to nie scena. To każda rozmowa, w której czegoś chcesz

12.08.2026
Dlaczego większość firm nie ma planu sukcesji — i dlaczego to błąd?

Dlaczego większość firm nie ma planu sukcesji — i dlaczego to błąd?

23.09.2024