Największy mit o jednoosobowej działalności, ten wałkowany na każdym TikToku, brzmi: musisz robić koszty, żeby płacić niższy podatek. Łukasz rozbraja go historią sąsiada, który pod koniec roku oznajmił, że „musi narobić kosztów", więc kupuje auto. Po co? Żeby zamiast 32% zapłacić 12. Pytanie Łukasza było proste: potrzebujesz teraz tego samochodu? Nie bardzo. Czyli chcesz wydać 200 tysięcy, żeby zaoszczędzić 15 na podatku.
I to jest sedno. Koszt to procent od pieniędzy, które już zarobiłeś. Jeśli wydajesz więcej, niż oszczędzasz na podatku, to nie jest optymalizacja, tylko strata. Wrzucanie kosztów ma sens tylko wtedy, gdy i tak planowałeś dany zakup - wtedy przyspieszenie go na przełom roku bywa rozsądne. Reszta to pułapka.
To druga rozmowa z Łukaszem (prowadzi biuro rachunkowe obsługujące jakieś 600 klientów), tym razem o tym, jak naprawdę wygląda JDG od kuchni.
VAT: nie zawsze go chcesz
Drugi mit: „muszę zarejestrować się do VAT-u, bo wtedy wszystko wrzucę w koszty i odliczę". Nieprawda. Przy działalności usługowej - gdzie pracujesz głową, nie magazynem - bycie vatowcem często się nie opłaca. Do 240 tysięcy rocznie masz zwolnienie podmiotowe, a jeśli jesteś np. programistą z jedną fakturą i bez zakupów, lepszej opcji niż ryczałt bez VAT-u po prostu nie ma - i księgowość prostsza, i polskim kontrahentom łatwiej (przelewają ci dychę, a nie 12 300).
VAT ratuje tyłek w odwrotnej sytuacji: masz dużo zakupów zagranicznych (Google, narzędzia, adsy). Wtedy bez VAT-u do każdej stówki dokładasz 23 zł.
Gdzie kończy się księgowy, a zaczyna doradca
W jakichś 90% przypadków księgowy pomoże ci wybrać formę opodatkowania i ogarnąć standardową działalność - bo robi te operacje setki razy. Ale jeśli trafisz na księgowego, który w każdej sytuacji jest pewien tego, co doradza, ma ci się zapalić czerwona lampka. Księgowy to nie doradca podatkowy, który na co dzień pracuje z trudnymi przypadkami i wie, jak cię zabezpieczyć.
Łukasz pokazuje to na przypadku klienta sprzedającego produkty cyfrowe osobom fizycznym poza Unią - działalność dobiła do kilku milionów obrotu. Doradca podatkowy przygotował interpretację, że tę sprzedaż można rozliczać bez VAT-u. Przyszła kontrola, spytała „czemu nieowatowana?", zobaczyła interpretację i odpuściła. Gdyby jej nie było, urząd skorygowałby wstecz pięć lat i naliczył 23% VAT od paru milionów - a to potrafi skutecznie wykluczyć z biznesu. Reguła: im większa skala i im większa potencjalna szkoda ze złej decyzji, tym pewniej idź do doradcy. Przy fakturze na kilka tysięcy i ryzyku 500 zł nie ma się czym przejmować.
Kiedy JDG przestaje się opłacać
Trzy sygnały, że czas pomyśleć o spółce. Pierwszy - skala i składka zdrowotna: przy dużym dochodzie na liniowym te 9% robi się poważną kwotą, a w spółce z o.o. ten obowiązek odpada. Drugi - wspólnicy: najpopularniejsza forma umowy to wciąż „przybicie piątki", a Łukasz spotyka founderów, którzy „mają spółkę"… u kolegi na JDG. Przy większej skali to proszenie się o kłopoty. Trzeci- finansowanie i exit: na JDG odpowiadasz całym majątkiem (bank przypomni ci o tym przy leasingu na fabrykę), a inwestor do jednoosobowej działalności po prostu nie wejdzie.
Koszty, na które skarbówka patrzy pierwsze
Kilka klasyków, które warto znać:
Remont mieszkania. Przeznaczenie pokoju na działalność jest okej, ale 50 tysięcy za remont kuchni i łazienki u prawnika bez nawet umowy o części mieszkania - pani Halina z urzędu tego nie kupi („agenci jadą w komputerze, nie tańczą panu w kuchni").
Paliwo. Klasyk: klient brał lewe faktury ze stacji, aż kontrola krzyżowa wykazała sześć tankowań jednego dnia w odstępie 15 minut. Skończyło się na korektach - mogło na zarzutach karno-skarbowych.
Luksusy. Smartwatch przejdzie (dzwonisz, sprawdzasz powiadomienia). Rolex za 150 tysięcy jako „narzędzie pracy" to materiał na śmieszne filmiki, nie na koszt.
Odzież i reszta. Garnitur wchodzi tylko z naszywką firmową; ekspres do kawy bez biura, zespołu i miejsca prowadzenia działalności - słabo; codzienne jedzenie z Glovo - ślisko (choć obiady z kontrahentami to standard).
Do nietypowych kosztów trzymaj dowody: notatkę, a najlepiej maila z ustaleniem spotkania albo zdjęcie z kontrahentem. Kontrola może sięgnąć pięć lat wstecz, a drobne koszty przez 60 miesięcy sumują się w konkretny podatek.
Trzy rzeczy, które robią księgowość bezstresową
Na koniec Łukasz sprowadza całą współpracę z biurem do trzech nawyków:
Interesuj się swoją księgowością. Nie musisz znać przepisów - masz mieć świadomość, że to jeden z twoich obowiązków, nie „coś, co robi księgowy".
Dostarczaj dokumenty w terminie i utrzymuj porządek. Bo „lista braków na 150 pozycji" na koniec roku morduje podatkowo i blokuje leasing czy kredyt.
Czytaj maile — od księgowego i z urzędu. Klient, który ignoruje komunikację, budzi się 20 kwietnia zaskoczony, że ma zrobić PIT (na 17 wcześniejszych maili nie odpowiedział). A pisma z urzędu skanuj od razu: brutalne zajęcie konta zdarza się rzadko i zawsze poprzedza je korespondencja, którą ktoś zwyczajnie przeoczył.
I pointa, która uspokaja: urząd skarbowy nie chce cię zniszczyć. Z ludźmi w urzędach naprawdę da się dogadać - pod warunkiem że sam nie chowasz głowy w piasek.
To był kolejny odcinek serii księgowej w ramach #rozmowybezkija. Kto potrzebuje konsultacji - Łukasz zaprasza do swojego biura:)







