„Pracuj ciężej, a będziesz miał większe efekty" to dla Żanety jedno z haseł, które w ogóle nie powinno istnieć. I nie mówi tego z poziomu kolejnego szkolenia, tylko z własnej drogi - bo sama przez ten schemat przeszła i, jak przyznaje, mocno ją zgubił.
Jej marka stoi na jednym słowie: harmonia. Ale nie tej górnolotnej, duchowej - chodzi o realną równowagę między życiem a pracą i zgodność ze sobą. Hasło, od którego zaczęła rozmowę, brzmi prosto i niewygodnie: stres zabiera pieniądze z twojego biznesu. A na stres ogromny wpływ ma to, czy poukładałeś najpierw siebie w środku.
Mit, który zgubił niejednego przedsiębiorcę
Żaneta mówi wprost: tak, robienie tego, co kochasz, jest łatwiejsze i bardziej satysfakcjonujące - ale w pasji też można się wypalić. Można zatracić samą chęć do tworzenia. Granica równowagi ma drobne elementy, które łatwo przeoczyć, kiedy praca zaczyna zajmować 100% twojego czasu.
Bo chcemy dawać innym - ale jeśli nie zaopiekujemy się najpierw sobą, zaczyna się konflikt. To samo dotyczy całego kultu zapieprzania. Kiedy ktoś mówi „musisz więcej, lepiej", rynek to szybko weryfikuje. A jej reframe jest prosty: nie pracuj ciężej, pracuj mądrze. Świadomie i strategicznie układaj decyzje - bo dużo lepsze decyzje podejmujemy w spokoju niż w trybie reaktywnym, zadanie po zadaniu. Kiedy pojawia się przesyt zadań, to nie sygnał, żeby przyspieszyć. To największy alarm, żeby się zatrzymać.
Jej historia: schemat, który przeszedł przez pokolenie
To, co nadaje tej rozmowie ciężaru, to droga Żanety. Nigdy nie chciała być przedsiębiorcą - od dziecka patrzyła, jak jej tata zajeżdża się we własnej firmie, wstając w środku nocy. A jednak odbiło się to czkawką, bo okazało się, że na etacie też można się zajechać - tylko ona tego wtedy nie widziała. Pracowała na trzy zmiany, na trzech stanowiskach, samodzielnie wychowując dzieci. Robiła to dla nich - materialnie miały dużo. Relacyjnie i emocjonalnie miały duże braki.
Skończyło się chorobą syna i wieloletnią terapią. Wtedy zrozumiała, że zero-jedynkowo przeniosła schemat taty - nie na własną firmę, tylko na pracę i ambicje. Założyła działalność z (jak sama mówi, naiwną) myślą „teraz będę zarządzać swoim czasem" - i… powieliła schemat po raz kolejny. Dopiero narodziny trzeciego dziecka domknęły to ostatecznie: jej wartością jest rodzina i czas, a czas, który oddaje firmie, odbiera bliskim. Od tej pory rodzina jest jej kierunkowskazem - przy każdej decyzji zawodowej pyta, czy to będzie służyć i jej, i temu, co dla niej ważne.
Dlaczego to nie jest „hop-siup"
Tę pracę Żaneta nazywa treningiem mentalnym - i podkreśla, że jest jak trening siłowy, a nie jednorazowa decyzja. Bo nasze myślenie i emocje są w jakichś 90% schematyczne. Działamy ze wzorców, w których nas wychowano - społecznie, kulturowo, rodzinnie. Klienci robią wielkie oczy, gdy odkrywają „nie wiedziałam, że mama też tak robiła". To nie jest do oceny, czy to było dobre, czy złe - po prostu wzięliśmy to, co potrafiliśmy. Ale można świadomie zdecydować, czy nadal tego chcemy.
I tu pada ważne rozróżnienie. Na poziomie głowy (kory przedczołowej) jesteśmy ekspertami - wszystko sobie wytłumaczymy. Trudniej z emocjami. Bo system alarmowy - ciało migdałowate - jest zakodowany na zagrożenia od najmłodszych lat (walcz, uciekaj, zastygnij) i jego przeprogramowanie trwa dłużej. Stąd ktoś może świadomie podjąć decyzję „zero-jedynkowo", a i tak poczuć lęk, który paraliżuje. Dlatego, jak mówi, czasem nie trzeba rozgrzebywać całej przeszłości - ale warto dać sobie uważność na emocje i sobie na nie pozwolić. Choćby 5–10 minut po powrocie do domu, żeby zobaczyć, co się dziś wydarzyło i co czuję - zamiast wnosić to jak burza do rodziny.
Uważność, czyli po prostu bycie tu i teraz
Gdy pada słowo „uważność", łatwo pomyśleć o czymś egzaltowanym. Żaneta sprowadza to do ziemi: uważność to bycie tu i teraz. Nie w historiach głowy, nie w dziesięciu rzeczach naraz, nie w scrollowaniu. Myśli skierowane na jedną rzecz, zmysły na to, co przed tobą. To pomaga nie tylko w skupieniu, ale i w relacjach - bo gdy nie jesteś w teraźniejszości, w rozmowie wychodzisz z własnych oczekiwań i interpretacji, zamiast słuchać tego, co ktoś naprawdę mówi. A chaos w biznesie najczęściej bierze się właśnie z robienia wszystkiego naraz i z dorabiania sobie historii „ja już tak miałem, na pewno znów tak będzie".
Co ważne - nie ma jednej recepty dla wszystkich. Inaczej zadziała to u osoby przy biurku, inaczej u kogoś, kto cały dzień pracuje fizycznie. Dlatego zamiast narzucać „medytuj 20 minut", Żaneta proponuje małe kroki bez słowa „muszę". Po zamknięciu laptopa mało kto chce siedzieć i medytować - więc lepiej wyjść, pooddychać, poruszać się (medytacja może być w ruchu, na spacerze z psem). Nawet wyjście „na papierosa" bywa formą zatrzymania - pytanie tylko, czy zamiast tego nie dać sobie po prostu 5 minut na oddech. Pięć minut co dwie godziny, żeby zauważyć: „miałem robić to, a robię tamto - i co właściwie teraz czuję". To pierwszy sygnał.
Najprostszy test: „czego dziś potrzebujesz?"
Co powiedzieć komuś, kto twierdzi, że u niego wszystko działa zajebiście? Żaneta zaczyna od rzeczy widocznych gołym okiem: czynniki fizyczne (brak snu, problemy żołądkowe) i zewnętrzne (czy reagujemy agresją, krzykiem, czy nasze reakcje są adekwatne). Dopiero potem schodzi się głębiej, do tego, co dzieje się w środku.
A czasem wystarczy jedno pytanie: „Czego dzisiaj potrzebujesz?" Jeśli nie znasz odpowiedzi - a, jak mówi, 99% osób nie zna albo potrzebuje sporo czasu - to znaczy, że pędzisz, nie wiedząc nawet, jakie są twoje potrzeby. (Tu padła zresztą najczęstsza odpowiedź, jaka słyszy: „czas i spokój".)
Jedna rzecz do wdrożenia od zaraz? Słuchać siebie i swoich potrzeb oraz wyznaczać granice. Przy każdej decyzji pytać nie „czy to dobry projekt", tylko: czy to spełnia moje potrzeby w całości życia - nie tylko w biznesie, ale i w czasie poza pracą, w relacjach.
A co z rzeczami, na które nie mam wpływu?
To pytanie wraca w tej serii regularnie. Odpowiedź Żanety: idź tam, gdzie masz wpływ. Jeśli na coś realnie wpływu nie masz — zapytaj, czy w ogóle warto tam iść. Na etacie więcej rzeczy jest narzuconych, więc wybór sprowadza się do wyboru właściwego etatu (i pogodzenia się, że nie wszystko będzie z tobą zgodne). W biznesie kontrolujesz więcej - może nie zmienisz myślenia klienta, ale decydujesz, czy chcesz z takim klientem pracować i gdzie stawiasz granicę. Sprzedaż przez „wciskanie"? Nie zrobi tego, bo wierzy, że robienie czegoś wbrew sobie i tak nie będzie skuteczne.
Świetnie spina to jej pomysł, żeby układając strategię biznesu, od razu ułożyć strategię radzenia sobie w sytuacjach stresowych. Sama świadomość, że gdy przyjdzie wyzwanie, masz z tyłu głowy gotowe rozwiązanie, daje spokój. (Tom porównał to do protokołu żywieniowego: jak masz coś przygotowanego pod ręką, nie musisz w kryzysie myśleć - po prostu sięgasz po właściwą opcję.)
To był kolejny #rozmowybezkija — a tematów wokół równowagi, stresu i mindsetu zostało na długo, więc będzie ciąg dalszy. Chcesz złapać następny odcinek? Daj znać w komentarzu.







