Przejdź do treści

Ładowanie...

Przedsiębiorcze Trójmiasto
  • Wydarzenia
  • O nas
  • Blog
Dla członkówWpadnij na Kawę

Ładowanie...

Dostawaj newsy

Gadamy szczerze o biznesie. Bądź na bieżąco z paczką!

O nas

  • Nasza misja
  • Zespół
  • Historia

Wydarzenia

  • Wszystkie wydarzenia
  • Spotkania
  • Warsztaty
  • Konferencje

Społeczność

  • Blog
  • Eksperci
  • Historie sukcesu
  • Dołącz do paczki
  • Sponsorzy
  • Kontakt

Kontakt

  • Formularz kontaktowy
  • Współpraca
  • Media

Nasza paczka

Paczka przedsiębiorców z Trójmiasta

© 2026 Przedsiębiorcze Trójmiasto. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Polityka prywatnościWarunki użytkowania
Wpadnij na Kawę
  1. Strona główna
  2. Blog
  3. AI i prawo: spokojnie, większość tych zasad już istniała

AI i prawo: spokojnie, większość tych zasad już istniała

Tomasz Palak
10.07.2026
AI i prawo: spokojnie, większość tych zasad już istniała

Zacznijmy od zdania, które uspokoi połowę osób bojących się dotknąć AI w pracy: „prawo nie nadąża za AI" to w dużej mierze mit. Tak, AI Act coś tam nadgania, ale w jakichś 90% przypadków — zwłaszcza tych, które najbardziej obchodzą twórców i marketerów, czyli praw autorskich — niewiele zmienia. Większość rozwiązań istniała wcześniej i równie dobrze pasuje dziś.

Narzędzie jest wtórne

Tomek tłumaczy to przykładem, który rozbraja całą panikę. Jeśli jutro ktoś zrobi deepfake z tobą — twój głos, twoja twarz w reklamie — to z twojego punktu widzenia drugorzędne jest, czy zrobiono to technologią, czy po prostu znaleziono łudząco podobnego aktora. Krzywda jest ta sama. Trzydzieści lat temu prawdziwych celebrytów (jak Tom Waits czy Nancy Sinatra) podrabiano „ręcznie" i jakoś to rozstrzygano — i te zasady wcale się nie zestarzały przez to, że dziś robi to AI.

Ta sama logika dotyczy korzystania z cudzych utworów. Żeby legalnie użyć czyjejś pracy, wciąż trzeba wiedzieć, co o tym sądzi twórca — i czy nie minęło wystarczająco dużo czasu od jego śmierci. Czy wytniesz coś z tła „z palca", czy zrobi to za ciebie AI — narzędzie jest wtórne. Liczy się efekt: wziąłeś coś mojego i zrobiłeś z tego część czegoś swojego.

Kto jest właścicielem tego, co wygenerował AI?

Tu pada konkretna odpowiedź. Twórcą w świetle prawa musi być człowiek, więc AI właścicielem nie jest. Zostaje więc: albo nikt, albo ty. Zależy, czy włożyłeś w to dość, by efekt był — słowa nieprzypadkowe, bo wprost z przepisów — „twórczy i indywidualny". Jeśli wyszedł banał, jest niczyj. Jeśli to realnie twoja robota, a AI było tylko narzędziem, jest twój. Gdzie dokładnie leży granica? Tu prawnik klasycznie powie „to zależy" i rozstrzygnie się indywidualnie.

Praktyczna wskazówka Tomka, która kosztuje zero: nie kasuj rozmów z AI. Archiwum promptów i konwersacji to ślad, że doszedłeś do efektu właśnie taką drogą — przyda się, gdyby ktoś kiedyś pytał, czy to twoje. A jeśli masz wybór, korzystaj z narzędzi, co do których masz pewność, że karmiły się legalnie. Bo gdy model „zjadł" cudzy utwór bez pytania, to przede wszystkim problem narzędzia — ale twoja niewiedza, że fragment pochodzi od kogoś, jest słabszą linią obrony niż wzięcie czegoś z czystym sumieniem.

A te głośne procesy (autorzy kontra ChatGPT, ilustratorzy kontra generatory grafik)? Tomek studzi: to najbardziej medialne sprawy, a realnie jest ich rzędu pięćdziesięciu. I tak naprawdę z twojej perspektywy, gdyby jutro któreś narzędzie zniknęło — przeskakujesz na inne. Napstera kiedyś „zabito", a wszyscy i tak skończyliśmy na Spotify. Rewolucji to nie zatrzymało.

Pułapka w umowie, w którą wpadają agencje

To najbardziej praktyczny fragment dla firm. Wiele agencji ma od dekady ten sam wzór umowy z klauzulą w stylu: „wykonawca oświadcza, że dostarczane materiały są jego samodzielną pracą i przysługują mu do nich prawa autorskie". Brzmi rozsądnie — i zwykle jest okej. Ale przy AI nagle może się okazać, że efekt nie jest samodzielny albo jest tak banalny, że praw autorskich do niego po prostu nie ma.

Scenariusz Tomka: agencja daje klientowi grafikę i deklaruje, że sprzedaje do niej prawa. Klient robi z tego billboard. Konkurencja kopiuje ten billboard i mówi: „to z AI, to banał, ja też mogłem to wziąć". Klient zostaje z problemem — i zrzuca go na agencję, która podpisała się pod nieprawdą. Co ciekawe, ten sam scenariusz mógł się zdarzyć i bez AI (gdyby agencja podała jako „swoje" coś z domeny publicznej). Wniosek: jeśli pracujesz na takiej umowie, zrób sobie mały audyt tej jednej klauzuli.

Od sierpnia: oznaczaj, żeby nie wprowadzać w błąd

Według Tomka od sierpnia treści z AI mają być oznaczane. W praktyce dla wrzucających do sieci zmienia to mniej, niż się wydaje — TikTok, LinkedIn, Meta czy YouTube już dziś wymagają takiego oznaczenia, więc kliknięcie odpowiedniego guzika zwykle załatwia sprawę.

Sedno nie leży w samym znaczku, tylko w tym, żeby nie wprowadzać w błąd. Słynny obraz papieża w puchowej kurtce? Niech będzie jasne, że jej nie założył. Reklama, w której znany muzyk poleca cudowny lek, choć nigdy tego nie powiedział? To jest dokładnie ten problem. Sam AI Act, dodaje Tomek, nie zabija kreatywności — raczej pilnuje praw człowieka: jeśli o twoim kredycie czy o odrzuceniu twojego CV zdecyduje algorytm, masz prawo poznać kryteria i odwołać się do człowieka. To, że jego pięciokątna pizza zostanie oznaczona jako AI, świata mu nie zawali.

To trochę jak z RODO — przepisy istniały wcześniej, ale dopiero gdy temat stał się głośny, wszyscy nagle „odkryli", że są jakieś zasady. Ręka powinna ci była zadrżeć przed wzięciem cudzego zdjęcia zawsze. AI tylko sprawiło, że te dylematy pojawiają się częściej, bo wszystko jest na trzy kliknięcia.

A pełne wypisanie się z trenowania modeli? Częściowo się da (pliki blokujące crawlery, deklaracje na niektórych platformach, ZAiKS dla muzyki), ale jest to rozproszone, trudne do wyegzekwowania — i, jak ujął, „na to wszystko wkraczają Chiny, które taką deklarację po prostu oleją".

Prawdziwe ryzyka są gdzie indziej

I tu robi się ciekawie, bo największe pułapki nie są tam, gdzie ich szukamy.

Po pierwsze — jakość. Tomek przytacza sprawę Deloitte, który zrobił raport dla australijskiego rządu z użyciem AI (nieuzgodnionym), a w treści wylądowały halucynacje. Skończyło się rysą wizerunkową i zwrotem pieniędzy, bo uznano, że dokument nie został dostarczony. Garbage in, garbage out — wystarczyłoby, żeby ktoś raz to przeczytał, zamiast ufać bezmyślnie.

Po drugie — ryzyko, o którym mało kto myśli: jeśli stworzyłeś coś w AI, będąc na etacie i w godzinach pracy, prawa do tego mógł przejąć pracodawca. Bo takie też bywają przepisy.

Po trzecie — świat, w którym zdjęcie przestaje być dowodem. Ludzie generują „uszkodzone paczki" i „surowe kotlety", żeby wyłudzić zwroty. Pięć lat temu zdjęcie wysłane do kuriera czy do dostawcy jedzenia było wiarygodne. Dziś coraz mniej, a niedługo to samo czeka rozmowy wideo. (Stąd ten żart na początku — skąd właściwie wiecie, że to nagranie jest prawdziwe?)


Jak podsumował Tomek, jego kurs o AI i prawie ma dać przede wszystkim jedno: spokój. Pewność, kiedy coś jest twoje, a kiedy nie, kiedy możesz użyć cudzego, jak i kiedy oznaczać. Bo to nie jest temat, który da się domknąć w godzinę — a wraz z rozwojem narzędzi pytań będzie raczej przybywać niż ubywać. Po szczegóły (i bieżące zmiany w prawie) odsyła do swojego newslettera.

To był kolejny #rozmowybezkija — i jak zwykle nie przerobiliśmy nawet połowy tematu, więc do prawa i AI jeszcze wrócimy, choćby po to, żeby sprawdzić, co znów się zmieniło. Chcesz złapać następny odcinek? Daj znać w komentarzu.


Gadamy o tym na każdej Kawie. Wpadnij za darmo — zero zobowiązań.

Wpadnij na Kawę →

Pełne nagranie

Ten wpis to skrót — pełną rozmowę obejrzysz na naszym kanale YouTube.

Subskrybuj kanał
Kategorie:
AI
Tomasz Palak

Tomasz Palak

Zobacz profil ekspertaProfil członka

Poprzedni

Co z tym wynagrodzeniem? Prawnik wyjaśnia nowe przepisy o rekrutacji i rozwiewa popularne mity

Następny

Poszła udowodnić, że coaching to bullshit. Wyszła z tego coachem.

Chcesz więcej takich rozmów?

Dołącz do paczki przedsiębiorców z Trójmiasta. Bez bullshitu, bez sztywności.

Dołącz do PACZKI#rozmowybezkija z Piotrem Mezgierem - Inwestowanie bez chaosu. Co zrobić z pieniędzmi, które masz? — przyjdź za darmo →

Spis treści

  • Narzędzie jest wtórne
  • Kto jest właścicielem tego, co wygenerował AI?
  • Pułapka w umowie, w którą wpadają agencje
  • Od sierpnia: oznaczaj, żeby nie wprowadzać w błąd
  • Prawdziwe ryzyka są gdzie indziej

Powiązane artykuły

AI w firmie – od zachwytu do mądrego wdrożenia. Jak naprawdę wykorzystać sztuczną inteligencję w biznesie?

AI w firmie – od zachwytu do mądrego wdrożenia. Jak naprawdę wykorzystać sztuczną inteligencję w biznesie?

15.09.2026
Twoje AI jest tak dobre, jak dane, które mu dajesz

Twoje AI jest tak dobre, jak dane, które mu dajesz

28.08.2026
AI nie zabiło SEO. Zmieniło zasady - i to dobra wiadomość dla małych graczy

AI nie zabiło SEO. Zmieniło zasady - i to dobra wiadomość dla małych graczy

13.08.2026
JDG czy spółka? Kiedy warto zmienić formę prowadzenia biznesu?

JDG czy spółka? Kiedy warto zmienić formę prowadzenia biznesu?

01.10.2026
„Za pół roku przestanę" — najdroższe zdanie w finansach przedsiębiorcy

„Za pół roku przestanę" — najdroższe zdanie w finansach przedsiębiorcy

08.09.2026